Ci, których kochamy, zawsze żyć będą w naszych sercach

Zapatrzeni w Chrystusowy Krzyż pochylmy się nad tajemnicą i sensem cierpienia, którego doświadczamy w chorobie my sami lub nasi najbliżsi.

Hospicjum Domowe działa na terenie Wiśniowej i okolic już pięć lat. Czas ten wypełniony był pracą pełną poświęcenia i oddania najbardziej potrzebującym. W trudnych chwilach zespół hospicyjny zawsze mógł zwracać się do swojej patronki Maryi- Królowej Apostołów. Jej trwanie przy Krzyżu Boga Człowieka i jej obecność przy uczniach zarówno po śmierci jak i Zmartwychwstaniu Chrystusa to niedościgły wzór zawierzenia, ufności i trwania przy drugim w chwilach najcięższych prób. Maryja była z uczniami w Wieczerniku w godzinie próby, dzieliła ich strach i rozpacz, była ostoją. Z tego wzoru czerpią codziennie pracownicy i liczni wolontariusze hospicjum, zawierzając jej matczynej miłości troski chorych i ich rodzin.

W listopadzie szczególnie często gromadzimy się na mszach św. i przy grobach najbliższych aby prosić o schronienie pod Matczynym płaszczem w bolesnym czasie opłakiwania najbliższych.

Zespół hospicyjny i wolontariusze, wzorem Maryi towarzyszącej na Golgocie Jezusowi, codziennie mają szczere pragnienie towarzyszenia chorym i umierającym, których Chrystus wybrał, choć nam, pogrążonym teraz w żałobie, trudno to pojąć. Wybrał ich jako współtowarzyszy swojego cierpienia. Naznaczając ich życie ciężkim brzemieniem krzyża powołał ich na szczególną drogę ku Zbawieniu. Jego cierpienie stało się ich udziałem, ich łzy były Jego łzami, ich ciche modlitwy były szeptem Chrystusa w ogrodzie Getsemani. Tak jak Chrystus, każda ze wspominanych przez nas zmarłych przeszła własną drogę krzyżową. Ich najbliżsi są niczym Szymon z Cyreny, pomagają dźwigać brzemię codziennej walki z chorobą, jak święta Weronika ocierają pot i łzy. Wraz z Maryją trwają w ostatnich godzinach przy swoich ukochanych. I choć teraz zapadł nad sercami bliskich mrok grobu wiemy, że czeka nas wszystkich niedługo blask Zmartwychwstania i spotkanie w Niebie.

W tych rozważaniach pochylmy się jeszcze nad postacią św. Ojca Pio. Ten Święty zakonnik, cichy towarzysz Jezusowej Męki, w cierpieniu widział ogromną wartość, rozumianą jako pomoc w niesieniu krzyża. Mówił: „jeśli ludzkość zrozumiałaby wartość cierpienia, ludzie nie szukaliby już więcej przyjemności, lecz wyłącznie ból”. Trudne do pojęcia, słowa te, ukazują głęboki wymiar cierpienia jako drogi do oczyszczenia duszy, wybłagania wielu łask i ostatecznie przybliżenia się ku Zbawieniu. Szukajmy w nich pocieszenia, wierząc, że Bóg przeznaczając naszym najbliższym ciężkie brzemię Krzyża, poprzez bolesne doświadczenia pragnie prowadzić Nas do Świętości. Cierpienie nabiera wtedy głębokiego wymiaru, przestaje być jedynie bólem fizycznym ale staje się współodczuwaniem z Chrystusem i przyczynia do wielkiego dzieła Odkupienia Świata.

Joseph Ratzinger pisał:

Boże drogi są różne: Jego zwycięstwem jest krzyż (…) Kościół nie jest tego, komu udało się na nas zrobić wrażenie, Kościół nie należy do papieży i władców świata, ale Kościół należy do cierpiących, prowadzi nas do wiary, dzięki nim przetrwał i daje nam nadzieję.

Dziękując za niepojętą tajemnicę Zbawienia, za ofiarę złożoną na Ołtarzu Krzyża módlmy się i prośmy Boga o siłę dla nas na doczesne trudy życia i Zbawienie wieczne dla naszych najbliższych.

Polecane:

Antonio Socci „Ojciec Pio. Tajemnica życia.”

tekst; K.Dreścik

Scroll to Top